-Już Cie wypisali?- usłyszałam czyjś głos za sobą. Odwróciłam się.
To był ON. „ O kurwa” pomyślałam. „ładnie go urządził”. Oniemiałam, patrzyłam
tylko na niego, nie wiedziałam co powiedzieć.
-Byłem wczoraj, ale spałaś.- ciągnął- Nie chciałem Cię budzić.
Czekał aż cos powiem. Ale tak mnie zatkało. Podbite oko, rozwalone
brew w kilku miejscach, warga rozcięta, plaster na policzku, domyślam się kryję
się pod nim niemała rana. W sumie jakby się głębiej nad tym zastanowić to mogło
się do gorzej skończyć.
-Dobrze się czujesz? Nic nie mówisz.- podszedł bliżej.
Dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że wyglądam jak debilka stojąc
tak. Ale teraz nie wiedziałam co mam powiedzieć.
-Emm…- „kurwa. Powiedz coś” myślałam. I czułam jak się czerwienię
z zakłopotania.-Wiem… Pielęgniarka mi powiedziała, ze byłeś.- wydukałam w końcu.
Podeszłam do niego i wyciągnęłam rękę.
-Emma.-uśmiechnęłam się.
-Daniel.-również się przedstawił.
-Zajebiste imię.- „shit” nie mogłam uwierzyć, że to powiedziałam.
Zaśmiał się- Znaczy.. Ten.. Fajnie w końcu wiedzieć jak masz na imię…- Wbiłam
wzrok w podłogę. Nie mogłam przecierpieć, że robię z siebie taką
idiotkę.-Dziękuje.- powiedziałam w końcu spoglądając na niego.
-Spoko, nie ma sprawy.- „co? Nie ma sprawy? A widziałeś się w
lustrze?” myślałam.
-Jak to nie ma sprawy? Gdyby nie Ty to..
-Tak już mnie wychowali. Kobiet się nie bije. Za każdą bym się tak
wstawił, wiec nie masz za co dziękować.- popatrzyłam z niedowierzaniem.
„cholera, ideał, więc tacy naprawdę istnieją”.
-Mam… Nikt nigdy czegoś takiego dla mnie nie zrobił.- i po
wypowiedzeniu tych słów dotarło do mnie, że wtedy byli tam moi koledzy i żaden
nie stanął w mojej obronie.
Włożył ręce w kieszenie spodni i zaczął rozglądać się po sali,
chyba nie wiedział co powiedzieć. I wszedł mój tata.
-Gotowa? -rzucił. Nie wyglądał na zadowolonego, w sumie jak ma
wyglądać ojciec zabierający swoją córkę ze szpitala z rozwaloną głową, która
zrobiła imprezę podczas jego nieobecności.
-Tak.-nie chciałam się rozgadywać , bo czułam, że będę musiała się
ostro tłumaczyć. Zastanawiało mnie tylko czy ojciec od razu zabije Adama po tym
jak się dowie co się stało czy będzie go najpierw torturować a dopiero później
zabije.
Wyszliśmy wszyscy troje, razem ze szpitala. Ja poszłam z tatą do
samochodu, a Daniel poszedł w swoją stronę, na pożegnanie tylko mu pomachałam,
on skiną głową.
Jechaliśmy w milczeniu. Żadne z nas nie wiedziało jak zacząć
rozmowę, która i tak musiała się odbyć. Dojechaliśmy do domu. Mama już czekała
na podwórku. Była przejęta, nie wściekła, to plus. I zaczęła to swoje gadanie,
w stylu „Nic ci nie jest? Jak się czujesz? Na pewno nic Ci nie jest? Co
powiedzieli lekarze? Na pewno dobrze się czujesz?”. Zapewniałam, ze czuje się
świetnie. Weszliśmy do domu. Nie mogłam uwierzyć kogo widzę.
-Daria!!- i rzuciłam się w objęcia siostrze, która studiuje daleko
od naszego domu. Najwidoczniej przyjechała, gdy ktoś zawiadomił ją co się
stało.
-No cześć łajzo. Co znowu nabroiłaś?- spytała ze śmiechem, żeby
rozładować atmosferę. Widziała pewnie miny rodziców.
-Długa historia…. -zaczęłam, ale mama mi przerwała.
-Chyba nalezą się nam jakieś wyjaśnienia, nie sądzisz?-
powiedziała z poważną miną.
Tak, byłam przerażona. No bo co im miałam powiedzieć.. Że zrobiłam
imprezę pod ich nieobecność, a mój chłopak tak się upił, że chciał się ze mną
pieprzyć, ale ja nie chciała więc mi przywalił, a jakiś koleś stanął w mojej
obronie i rozpoczęła się bójka, ale ja właściwie nic nie pamiętam, bo tez byłam
nieźle nawalona, a jak się ogarnęłam to dzięki Adamowi wylądowałam w szpitalu….
Nie.. powinnam to powiedzieć inaczej… Tylko jak?
-Zacznij od samego początku .-zaproponowała mama.
-A więc..-zaczęłam niepewnie- gdy was nie było……. I odpowiedział
im co się wydarzyło. Najtrudniej było uspokoić ojca kiedy powiedziałam, że Adam
mnie uderzył. Ale nie dokończyłam, bo ktoś zadzwonił do drzwi. Mama poszła
otworzyć.
Usłyszeliśmy głos Adama. Pytał się czy jestem już w domu. Jak się
domyślałam, mój tata wybiegł z pokoju, a my za nim. Jak się okazało Adam chyba
był sprinterem, ale mój tata wcale nie był gorszy. Mama poleciała za nimi. My z
siostrą zostałyśmy przed domem.
-Idziemy za nimi?- zapytała moja siostra z pełnym spokojem.
-Nie.. chciałam tylko zobaczyć jak zwiewa, i tak wiem, że ojciec
go zatłucze. -odpowiedziałam z tak samo spokojna.
Wróciłyśmy do domu. Zanim wrócili rodzice, opowiedziałam wszystko
siostrze, dokładnie jak się stało. Jej mogłam to powiedzieć. Jak się domyślałam
wkurzyła się. I to bardzo. Wiedziałam, ze jeśli nasz tata oszczędzi Adama, to
moja siostra go wykończy.
Rodzice długo nie wracali.. Postanowiłam się przejść, miałam dosyć
siedzenia w jednym miejscu. Przy okazji zwiedziłam trochę okolicę, bo wcześniej
nie miałam na to jakoś czasu.
Gdy już wracałam, zobaczyłam Daniela. Rozpoznałam go z daleka.
Podszedł do mnie, porozmawialiśmy chwile. Dowiedziałam się, że policja nie
będzie mnie przesłuchiwać, bo nie złożył skargi na Adama i nie zamierza.
Chciałam go przekonać, ze powinien, ale on powiedział tylko, że załatwi to po
swojemu. Czułam, że poleje się krew. Opowiedziałam mu o odwiedzinach i reakcji
mojej rodziny. Nie zdziwił się. I… chyba polubił mojego tatę z opowieści… Pod
moim domem się pożegnaliśmy.
Moi rodzice już wrócili. Na wejściu usłyszałam od taty „ Uciekł
skurwiel, ale nie martw się ja tego tak nie zostawię.”.
-Daniel nie złożył skargi na policję.-oznajmiłam.
-Jaki Daniel?- zapytał tata. Zapomniałam, że nie skończyłam opowiadać.
Po wysłuchaniu mnie moja mama od razu zabrała mnie do samochodu
żeby jechać na policję złożyć skargę. Ojca zostawiliśmy w domu z siostrą, żeby
ochłoną.
Na komisariacie, wszystko się wyjaśniło. Policjanci nie szukali
mnie, ponieważ Daniel wycofał skargę, więc nie potrzebowali moich zeznań, a nie
wiedzieli o pobiciu, bo Adam powiedział, że się podknęłam i wtedy uderzyłam
głową o stół. A siniaki miałam wcześnie. Nie chciało mi się wierzyć, że
policjantom to pasowało.
No, ale trudno. Ważne, ze teraz mam pewność, że Adam się nie
wywinie. Nie miałam pojęcia w jak wielkie tarapaty się wpakowałam….
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz