Obudziłam
się w szpitalu, była 5 nad ranem. Głowę miałam zabandażowaną. I tak bardzo mnie
bolała, ale obchodziło mnie tylko, czy tamtemu chłopakowi nic się nie stało.
Ostatnie co zapamiętałam to jak Adam znowu go uderzył, a ON był cały we krwi,
miał zamknięte oczy, bałam się że go zakatowali. Nigdy w życiu tak się nie
bałam.
Obok mojej sali przechodziła akurat pielęgniarka na nocnym
dyżurze, weszła i zapytała się jak się czuje. zapytałam tylko co z tym
chłopakiem, ale ona nie kojarzyła , żeby przywieźli kogoś pobitego. Wtedy
zmartwiłam się jeszcze bardziej, " a jeżeli nie było już kogo przywozić,
co jeżeli on nie żyję?" myślałam ciągle. Byłam przerażona. Musiałam się
dowiedzieć co z nim się stało. Ale nie wiedziałam jak, nikogo nie znałam
stamtąd, nie miałam numeru do nikogo kto mógłby go znać i coś wiedzieć. Nie
chciałam dzwonić do znajomych.. nie miałam ochoty z nimi rozmawiać okazało się
na kogo mogę liczyć . Są takie mądre słowa "prawdziwych przyjaciół
poznajesz w biedzie".
10:24
nie wiem jakim cudem usnęłam... Jakie moje zdziwienie było kto siedzi koło mojego łóżka.
Usiadłam na nim i wpatrywałam się w niego z przerażeniem. Wcale nie czułam się już bezpieczna przy nim jak kiedyś.
- Czego tu chcesz?- zapytałam.
- Nie mogę odwiedzić swojej dziewczyny w szpitalu?- powiedział jakby nie wiedział dlaczego tu jestem.
-Jestem tu przez ciebie. Nie pamiętasz??- zapytałam z wyrzutem. Ale małym, bałam mu się sprzeciwić, czy podnieść głos.
-Nie, skarbie. Jesteś tu przez siebie. Nie pamiętasz? mówiłem Ci żebyś się nie wtrącała... Nie zwalaj teraz wszystkiego na mnie.
-Wynoś się!- nie mogłam uwierzyć w to co mówi. powiedziałam to stanowczo, ale gdy wstał przestraszyłam się.
nie wiem jakim cudem usnęłam... Jakie moje zdziwienie było kto siedzi koło mojego łóżka.
Usiadłam na nim i wpatrywałam się w niego z przerażeniem. Wcale nie czułam się już bezpieczna przy nim jak kiedyś.
- Czego tu chcesz?- zapytałam.
- Nie mogę odwiedzić swojej dziewczyny w szpitalu?- powiedział jakby nie wiedział dlaczego tu jestem.
-Jestem tu przez ciebie. Nie pamiętasz??- zapytałam z wyrzutem. Ale małym, bałam mu się sprzeciwić, czy podnieść głos.
-Nie, skarbie. Jesteś tu przez siebie. Nie pamiętasz? mówiłem Ci żebyś się nie wtrącała... Nie zwalaj teraz wszystkiego na mnie.
-Wynoś się!- nie mogłam uwierzyć w to co mówi. powiedziałam to stanowczo, ale gdy wstał przestraszyłam się.
Zbliżył się do mnie. Bałam się coraz bardziej. Schylił się i
pocałował w policzek. Czułam że serce zaraz mi wyskoczy, było mi nie dobrze ze
strachu.
-Dobrze, pójdę.
Przy drzwiach zatrzymał się i odwrócił.
-Kochanie, zadzwoń jak ochłoniesz i się uspokoisz.
Nie mogłam w to uwierzyć. Był taki spokojny, jakby to nie była jego wina. Jak on mógł? Byłam zdezorientowana. Zaczęłam się zastanawiać, czy dobrze wszystko zapamiętałam, może coś przekręciłam. Byłam pijana przecież. Mogło tak być. Ale nie.. to nie możliwe, pamiętam wszystko dobrze.
-Dobrze, pójdę.
Przy drzwiach zatrzymał się i odwrócił.
-Kochanie, zadzwoń jak ochłoniesz i się uspokoisz.
Nie mogłam w to uwierzyć. Był taki spokojny, jakby to nie była jego wina. Jak on mógł? Byłam zdezorientowana. Zaczęłam się zastanawiać, czy dobrze wszystko zapamiętałam, może coś przekręciłam. Byłam pijana przecież. Mogło tak być. Ale nie.. to nie możliwe, pamiętam wszystko dobrze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz