czwartek, 31 stycznia 2013

6 czerwca


-Masz gościa.-usłyszałam moją mamę, jeszcze leżałam w łóżku. Zastanawiałam się kto to mógł być. Po chwili do mojego pokoju wszedł Daniel. „No fuck, a ja taka nieogarnięta” pomyślałam.
Zmieszał się kiedy zobaczył, że jeszcze leżę w łóżku w koszulce.
-Yyy.. To ja poczekam na korytarzu.- i wyszedł, zamykając za sobą drzwi.
Szybko się ubrałam i jakkolwiek ogarnęłam włosy. Otworzyłam drzwi od swojego pokoju i wpuściłam go, zamknęłam je powrotem, żeby nikt nie podsłuchiwał o czym rozmawiamy, chociaż nie miała pojęcia o czym będziemy rozmawiać.
-Sorry, że tak wcześnie..
-Spoko, o co chodzi? -przerwałam mu.
Usiadł na krześle, ja na łóżku.
-Jak tak wczoraj myślałem to się ogarnąłem, że nie mam twojego numeru..-powiedział nieśmiało. Pierwszy raz zobaczyłam go zawstydzonego, wyglądał całkiem słodko. Nie miał już plastra na policzku, tylko Blizne która z czasem się zagoi. Uśmiechnęłam się.
-Daj komórkę to zapiszę.-podał mi ją posłusznie i usiadł koło mnie. Oddałam mu komórkę. Patrzył na mnie, tak dziwnie. Dziwnie miło. Zauważyłam, że miał już zdjęte szwy z brwi, a warga wyglądała lepiej i „ cholera, jest piękny”. To była prawda. Był nieziemsko przystojny, brunet, ciemne oczy, śliczne rysy twarzy, wysoki i dobrze zbudowany. Wcześniej jakoś nie zwróciłam na to uwagi. „ No kurwa, ideał” przemknęło mi przez myśl. Odwróciłam wzrok, nie chciałam żeby patrzył na mnie taką nieumalowaną. Jestem jedną z tych dziewczyn co zwracają uwagę na to jak wyglądają.
-Jak się czujesz?- zapytałam. Po chwili ciszy.
-Dobrze, a Ty? Jak twoja głowa?
-Lepiej. Nie boli już.-odpowiedziałam, patrząc w podłogę.- Byłam na komisariacie. Złożyłam zeznania.-powiedziałam powoli, bałam się trochę, że mu się to nie spodoba.
-To dobrze, powinnaś. Powinien dostać to na co zasłużył, skurwiel.-wyraźnie się zdenerwował na myśl o Adamie.- Sorry.. za słownictwo, ale nie łubie go.
„I wychowany”- pomyślałam. „Skąd się tacy biorą?”.
-Rozumiem.. Nie dziwie się.-stwierdziłam. Chciałam cos powiedzieć, ale wszedł mi w słowo.
-Jedno chodzi mi po głowie.. Skoro on taki jest, to dlaczego z nim byłaś?-  odpowiedź była jedna i do tego głupia.
-Kochałam Go…- nie wiedziałam do końca czy to była prawda. Może to ze względu na popularność, albo przyzwyczaiłam się już do bycia z nim. Wolałam myśleć jednak, że chodziło o miłość.
Nic nie mówił. Siedzieliśmy tak w ciszy, patrzył w jedno miejsce, chyba o czymś myślał. Zaczęłam się zastanawiać, co teraz o mnie myśli. Może jakoś źle to odebrał.
-A teraz? Nadal go kochasz?- przerwał ciszę. Tego pytania się bałam, nie wiedziałam co czułam. Z jednej strony był Adam, kochany, cudowny, ten w którym się zakochałam, a z drugiej damski bokser, przez którego to wylądowałam w szpitalu. Zmienił się to było pewne, ale nie wiedziałam czy na tyle, żebym przestała Go kochać.
- Wiesz… Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, chyba nadal cos do niego czuję… bo nie pozbędę się tego ot tak. Ale wiem na pewno że nie jest dobrym pomysłem wrócenie do niego.- tego jednego byłam pewna. Ale na razie to wystarczyło, żeby wiedzieć jakie mają być moje stosunki z Adamem i co mam robić. Zmieniliśmy temat i rozmowa trawa aż ktoś zadzwonił do domu. Byliśmy sami, bo mama z siostrą pojechały na zakupy, a tata wyszedł do pracy. Poszłam otworzyć, Daniel został na górze, ale domyślałam się, że podsłuchuje kto przyszedł.
Otworzyłam drzwi i zobaczyłam przed nimi Adama.
-Możesz mi powiedzieć co Ty wyprawiasz? Doniosłaś na mnie na policję? Dlaczego? Że Cie niby tłukłem, coś Ty nawymyślała?- nie był zły, zachowywał się jakby zaszło jakieś nieporozumienie.- Wytłumaczysz mi to?
Chciałam mu przemówić do rozsądku, żeby sobie przypomniał co się wtedy stało, na tej imprezie. Już otworzyłam usta kiedy pojawił się Daniel.
- Co on tu robi?!-  zapytał wściekle Adam.
-Ja chciałbym wiedzieć co ty tutaj robisz? Po co ja nachodzisz?- odpowiedział Daniel i zbliżył się do Adama zasłaniając mnie jednocześnie.
-Odwal się od mojej dziewczyny, jasne?- Adam był wyraźnie zdenerwowany widokiem Daniela w moim domu.
- To nie jest już twoja dziewczyna. Zrozum to. Niech to dotrze do ciebie. Ona nie chce z tobą być.- położył nacisk na słowa „nie chce”.
-Nie wtrącaj się w nasze sprawy. Ty nie będziesz decydował z kim jest Em. A z kim nie. Najlepiej idź stąd nikt Cię tutaj nie chce, prawda Em.?- i wychylił się żeby na mnie spojrzeć, nadal stałam za Danielem, patrzyłam w podłogę. Nie mogłam nic powiedzieć, znowu się go bałam, mimo tego, że Daniel był tuż przede mną i on by nic mi nie zrobił. Nadal się go bałam.
Milczałam.
-Em..Skarbie..-Adam zmienił ton, był, taki miły jak kiedyś, ale czułam, że to nie ten sam chłopak.
Daniel rzucił na mnie tylko wzrokiem i zrozumiał co ze mną jest.
-Wyjdź. Zostaw ją, nie widzisz, ze nie chce z Tobą gadać? Wynoś się!- popchnął Adama, ale ten nie dawał za wygraną.
-Emma, proszę Cię. – patrzył na mnie błagalnym wzrokiem,- Spieprzaj koleś, nie gadam z Tobą tylko z nią.-mierzyli się wzrokiem, wiedziałam, ze jak nie zareaguję to źle się to skończy.
- Idź sobie.- tylko zdołałam z siebie wydusić, czułam, ze żołądek podchodzi mi do gardła.
-Słyszałeś? Chce, żebyś poszedł.-zwrócił się do Daniela. Ten zaczął się śmiać.
-Mówiła do ciebie.- powiedział po krótkiej chwili. Adam zerknął na mnie.
-Tak?- zapytał, kiwnęłam głową. Zrezygnowany Zmierzył Daniela wzrokiem na znak, że i tak nie wygrał. Włożył ręce do kieszeni spodni i poszedł. Poczułam ulgę, zamknęłam drzwi na klucz. Przytuliłam się do Daniela, w końcu mogłam czuć się bezpieczna. „dziękuje.” Wyszeptałam, pogłaskał mnie po głowie.

5 czerwca




Okazało się, że moi rodzice przyjechali dopiero dzisiaj. Dobrze wiedzieć, ze interesują się swoją córką. Lekarze powiedzieli, ze mogę już dzisiaj wyjść. Więc czekałam już tylko, aż ojciec raczy po mnie przyjechać. Wybiła 12. A jego jeszcze ni było. Siedziałam na łóżku, już spakowana, czekałam tylko na transport. Czekałam i czekałam. Odkryłam, że przez okno w Sali widać parking, więc podeszłam do niego i wyglądałam czy mój tata przyjechał.
-Już Cie wypisali?- usłyszałam czyjś głos za sobą. Odwróciłam się. To był ON. „ O kurwa” pomyślałam. „ładnie go urządził”. Oniemiałam, patrzyłam tylko na niego, nie wiedziałam co powiedzieć.
-Byłem wczoraj, ale spałaś.- ciągnął- Nie chciałem Cię budzić.
Czekał aż cos powiem. Ale tak mnie zatkało. Podbite oko, rozwalone brew w kilku miejscach, warga rozcięta, plaster na policzku, domyślam się kryję się pod nim niemała rana. W sumie jakby się głębiej nad tym zastanowić to mogło się do gorzej skończyć.
-Dobrze się czujesz? Nic nie mówisz.- podszedł bliżej.
Dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że wyglądam jak debilka stojąc tak. Ale teraz nie wiedziałam co mam powiedzieć.
-Emm…- „kurwa. Powiedz coś” myślałam. I czułam jak się czerwienię z zakłopotania.-Wiem… Pielęgniarka mi powiedziała, ze byłeś.- wydukałam w końcu.
Podeszłam do niego i wyciągnęłam rękę.
-Emma.-uśmiechnęłam się.
-Daniel.-również się przedstawił.
-Zajebiste imię.- „shit” nie mogłam uwierzyć, że to powiedziałam. Zaśmiał się- Znaczy.. Ten.. Fajnie w końcu wiedzieć jak masz na imię…- Wbiłam wzrok w podłogę. Nie mogłam przecierpieć, że robię z siebie taką idiotkę.-Dziękuje.- powiedziałam w końcu spoglądając na niego.
-Spoko, nie ma sprawy.- „co? Nie ma sprawy? A widziałeś się w lustrze?” myślałam.
-Jak to nie ma sprawy? Gdyby nie Ty to..
-Tak już mnie wychowali. Kobiet się nie bije. Za każdą bym się tak wstawił, wiec nie masz za co dziękować.- popatrzyłam z niedowierzaniem. „cholera, ideał, więc tacy naprawdę istnieją”.
-Mam… Nikt nigdy czegoś takiego dla mnie nie zrobił.- i po wypowiedzeniu tych słów dotarło do mnie, że wtedy byli tam moi koledzy i żaden nie stanął w mojej obronie.
Włożył ręce w kieszenie spodni i zaczął rozglądać się po sali, chyba nie wiedział co powiedzieć. I wszedł mój tata.
-Gotowa? -rzucił. Nie wyglądał na zadowolonego, w sumie jak ma wyglądać ojciec zabierający swoją córkę ze szpitala z rozwaloną głową, która zrobiła imprezę podczas jego nieobecności.
-Tak.-nie chciałam się rozgadywać , bo czułam, że będę musiała się ostro tłumaczyć. Zastanawiało mnie tylko czy ojciec od razu zabije Adama po tym jak się dowie co się stało czy będzie go najpierw torturować a dopiero później zabije.
Wyszliśmy wszyscy troje, razem ze szpitala. Ja poszłam z tatą do samochodu, a Daniel poszedł w swoją stronę, na pożegnanie tylko mu pomachałam, on skiną głową.
Jechaliśmy w milczeniu. Żadne z nas nie wiedziało jak zacząć rozmowę, która i tak musiała się odbyć. Dojechaliśmy do domu. Mama już czekała na podwórku. Była przejęta, nie wściekła, to plus. I zaczęła to swoje gadanie, w stylu „Nic ci nie jest? Jak się czujesz? Na pewno nic Ci nie jest? Co powiedzieli lekarze? Na pewno dobrze się czujesz?”. Zapewniałam, ze czuje się świetnie. Weszliśmy do domu. Nie mogłam uwierzyć kogo widzę.
-Daria!!- i rzuciłam się w objęcia siostrze, która studiuje daleko od naszego domu. Najwidoczniej przyjechała, gdy ktoś zawiadomił ją co się stało.
-No cześć łajzo. Co znowu nabroiłaś?- spytała ze śmiechem, żeby rozładować atmosferę. Widziała pewnie miny rodziców.
-Długa historia…. -zaczęłam, ale mama mi przerwała.
-Chyba nalezą się nam jakieś wyjaśnienia, nie sądzisz?- powiedziała z poważną miną.
Tak, byłam przerażona. No bo co im miałam powiedzieć.. Że zrobiłam imprezę pod ich nieobecność, a mój chłopak tak się upił, że chciał się ze mną pieprzyć, ale ja nie chciała więc mi przywalił, a jakiś koleś stanął w mojej obronie i rozpoczęła się bójka, ale ja właściwie nic nie pamiętam, bo tez byłam nieźle nawalona, a jak się ogarnęłam to dzięki Adamowi wylądowałam w szpitalu…. Nie.. powinnam to powiedzieć inaczej… Tylko jak?
-Zacznij od samego początku .-zaproponowała mama.
-A więc..-zaczęłam niepewnie- gdy was nie było……. I odpowiedział im co się wydarzyło. Najtrudniej było uspokoić ojca kiedy powiedziałam, że Adam mnie uderzył. Ale nie dokończyłam, bo ktoś zadzwonił do drzwi. Mama poszła otworzyć.
Usłyszeliśmy głos Adama. Pytał się czy jestem już w domu. Jak się domyślałam, mój tata wybiegł z pokoju, a my za nim. Jak się okazało Adam chyba był sprinterem, ale mój tata wcale nie był gorszy. Mama poleciała za nimi. My z siostrą zostałyśmy przed domem.
-Idziemy za nimi?- zapytała moja siostra z pełnym spokojem.
-Nie.. chciałam tylko zobaczyć jak zwiewa, i tak wiem, że ojciec go zatłucze. -odpowiedziałam z tak samo spokojna.
Wróciłyśmy do domu. Zanim wrócili rodzice, opowiedziałam wszystko siostrze, dokładnie jak się stało. Jej mogłam to powiedzieć. Jak się domyślałam wkurzyła się. I to bardzo. Wiedziałam, ze jeśli nasz tata oszczędzi Adama, to moja siostra go wykończy.
Rodzice długo nie wracali.. Postanowiłam się przejść, miałam dosyć siedzenia w jednym miejscu. Przy okazji zwiedziłam trochę okolicę, bo wcześniej nie miałam na to jakoś czasu.
Gdy już wracałam, zobaczyłam Daniela. Rozpoznałam go z daleka. Podszedł do mnie, porozmawialiśmy chwile. Dowiedziałam się, że policja nie będzie mnie przesłuchiwać, bo nie złożył skargi na Adama i nie zamierza. Chciałam go przekonać, ze powinien, ale on powiedział tylko, że załatwi to po swojemu. Czułam, że poleje się krew. Opowiedziałam mu o odwiedzinach i reakcji mojej rodziny. Nie zdziwił się. I… chyba polubił mojego tatę z opowieści… Pod moim domem się pożegnaliśmy.
Moi rodzice już wrócili. Na wejściu usłyszałam od taty „ Uciekł skurwiel, ale nie martw się ja tego tak nie zostawię.”.
-Daniel nie złożył skargi na policję.-oznajmiłam.
-Jaki Daniel?- zapytał tata. Zapomniałam, że nie skończyłam opowiadać.
Po wysłuchaniu mnie moja mama od razu zabrała mnie do samochodu żeby jechać na policję złożyć skargę. Ojca zostawiliśmy w domu z siostrą, żeby ochłoną.
Na komisariacie, wszystko się wyjaśniło. Policjanci nie szukali mnie, ponieważ Daniel wycofał skargę, więc nie potrzebowali moich zeznań, a nie wiedzieli o pobiciu, bo Adam powiedział, że się podknęłam i wtedy uderzyłam głową o stół. A siniaki miałam wcześnie. Nie chciało mi się wierzyć, że policjantom to pasowało.
No, ale trudno. Ważne, ze teraz mam pewność, że Adam się nie wywinie. Nie miałam pojęcia w jak wielkie tarapaty się wpakowałam….

4 czerwca


Obudziłam się o 13. Poprzedniego dnia już nikt mnie nie odwiedzał. Ale pielęgniarka oznajmiła mi, że niedawno był tutaj jakiś chłopak, ale nie chciał mnie budzić. Powiedział tylko, że chciał sprawdzić czy ze mną ok.
No nie. To musiał być ON. Po prostu musiał. Czułam to i żało9wałam że jestem takim śpiochem.
-powiedział, czy znowu przyjdzie?- dopytywałam się.
-Nie nic więcej nie mówił. Wszedł zapytał się czy jest źle, odpowiedziałam, że wyjdziesz z tego, zaproponowałam, żeby zaczekać, ale odpowiedział, że tyle chciał wiedzieć.
Zmieniła mi opatrunek i wyszła. „No co za cham” pomyślałam. Nawet nie poczekał aż się obudzę..nawet słowa nie chciał Zamienić… Ale i tak chciałam go odnaleźć. To już nie było trudne, musiałam tylko poczekać aż wrócę do domu. Przynajmniej wiedziałam, ze ON żyje.

3 czerwca


09:34
Miałam zostać w szpitalu jeszcze 3 dni, co najmniej. Nie mogłam się doczekać, aż wrócę do domu.. tutaj czułam się bardzo dziwnie. Poza tym musiałam się dowiedzieć co się stało z tajemniczym chłopakiem, który się za mną wstawił.
Przyszła do mnie Emilka, bardzo się ucieszyłam gdy ją zobaczyłam. W końcu przyszedł ktoś kogo miło było zobaczyć (moi rodzice nie przyjechali, wrócą jutro).
- Jak się czujesz?- spytała mnie przyjaciółka.
-Ujdzie. Pamiętasz co się działo na imprezie?- spytałam nieśmiało.
-Chodzi Ci o tego kolesia? Idiota..Gdyby nie zaczynał do Adama to by tak nie skończył..-przerwała na chwilę, jakby coS jej się przypomniało.- Była u mnie policja.. Składałam zeznania. Do ciebie też pewnie przyjdą.
-POLICJA? No nie… Jak moi rodzice się dowiedzą co się działo, to mnie z domu wywala…. Po co mi to było.. Nie powinnam robić tej walonej imprezy… - teraz to się kompletnie załamała, jeszcze tylko policji mi brakowało do szczęścia.- Ale co się z nim stało?
-Z kim?
- Z tym gostkiem co się bił z Adamem….- nie chciałam powiedzieć dlaczego zaczął się z nim bić, nie chciałam powiedzieć prawdy, Emilka też nie pytała, ale myślę że widziała że coS nie gra.
-Bił?? Adam rozwaliłby mu łeb, gdyby suki nie przyjechały w porę… Nie wiem, chyba karetka go zabrała…
-Ale nikogo pobitego tu nie przywieźli, pytałam się pielęgniarki.- stwierdziłam.
Emi stanęła przy oknie, odwrócona tyłem do mnie.
-To może wykitował po drodze.- powiedziała, jakby nie miała serca
- Jak możesz tak mówić? Przecież on nie zrobił nic złego.. A poza tym walka była nieczysta.. Nie pamiętasz? Pięciu na jednego, tak to bardzo fair i w stylu Adama.- byłam już zła, Adam był gnida a ona go jeszcze broniła.
- Dlaczego go bronisz? Chciał się bić z twoim chłopakiem a ty go jeszcze bronisz? Nie pomieszało Ci się coś? Adam to twój chłopak! Pamiętasz??- mówiła do mnie jak do niepełnosprawnej umysłowo, co doprowadzało mnie do szału.
- Tak!! Pamiętam tego skurwiela! Bardzo wyraźnie! -Em.  Stanęła jak wryta, nie rozumiała kompletnie o co mi chodziło.
- Co ty gadasz?- wyraźnie nie pamiętała, nic dziwnego, była  wtedy zalana w trupa.
-Nie pamiętasz pewnie jak kochany Adaś mnie uderzył. Nie raz. Naprawdę nie pamiętasz dlaczego tu jestem?- nie dowierzałam trochę.
-Co? Czekaj.. Byłaś aż tak pijana? Jesteś tu bo jak próbowałaś ich rozdzielić to Adam Cie popchnął niechcący, i uderzyłaś głową w kant stołu, ale nie uderzył Cię…- tłumaczyła mi.
-Żartujesz?- zaczęłam się zastanawiać- Widziałaś to wszystko i pamiętasz?- chciałam się upewnić, może rzeczywiście byłam aż tak pijana że mi się poprzestawiało.
_Nie… Ale Adam nam opowiadał. I policji powiedział to samo. Ale będzie miał przerąbane, za to pobicie… Słuchasz mnie?- zatkało mnie, patrzyłam w podłogę.
Jak ten debil mógł tak nakłamać… Może jeszcze powie że to tamten chłopak mnie uderzył kilka razy.. W sumie.. nie zdziwiłabym się. Teraz już wszystkiego się po nim spodziewałam.
-Em. To nie było tak.. Ja Ci powiem jak serio było..
No i opowiedziałam, dokładnie ze szczegółami(tymi które pamiętałam). I o poprzedniej sprzeczce z Adamem, kiedy pierwszy raz mnie uderzył. Emilka nie dowierzała. Nie spodziewała się tego po Adamie. Byliśmy uznawani za parę idealną, nikt nie spodziewałby się czegoś takiego. Siedziałyśmy tak w milczeniu. Ulżyło mi że w  końcu komuś o tym powiedziałam.
-Tak zeznasz na policji?- zapytała.
-No a jak inaczej?- to było głupie pytanie jak dla mnie.
-Nie wiem.. Nie wierze że on taki jest… Dlaczego wcześniej mi nie powiedziałaś? -  spojrzała na mnie z wyrzutem.
-Wmawiałam sobie, ze to jednorazowy wybryk. Był pijany.. Nawet chyba tego nie pamiętał. Ale zastanawiam mnie dlaczego wczoraj zachowywał l się jakby nic takiego się nie zdarzyło…. W ogóle zachowywał się jak świr.- stwierdziłam w końcu.
-Trzeba z nim pogadać, nie sądzisz?
-Nie! Nie chce go widzieć, nie trzyma się ode mnie z daleka.- byłam pewna swojej wypowiedzi jak niczego innego. – Niech zniknie z mojego życia..
-Ej… Jako dobra przyjaciółka muszę się dowiedzieć co z twoim wybawcą no nie?- uśmiechnęła się do mnie i puściła oczko. Zawsze wiedziała jak poprawić mi humor.
-Taa… To będzie trudne… Bo zniknął bez śladu..
-Żartujesz? Mieszkasz niedaleko niego.. Ludzie na pewno będą gadać.. Bo serio..ale rozwaloną michę chyba by zauważyli, nie?
Zaśmiałam się.- No dobra, to mam czekać aż wrócę.. Nie mogę aż tak długo, nie wiem kiedy mnie wypuszczą dokładnie. Najwcześniej za dwa dni…
-Nie wytrzymasz, co?- patrzyła na mnie wzrokiem jakbym musiała się z nim zobaczyć..nie dowiedzieć się co z nim, ale go zobaczyć.
-Em.. ogarnij się.. Właściwie to mnie uratował, chyba należy się jakieś dziękuje.- zawsze miała skłonność do snucia dziwnych wniosków.
-Tylko dziękuje?- uśmiechnęła się drwiąco.- Chyba należy się cos więcej?- wyszczerzyła się.
-Wal się!!- zaczęłam się śmiać.- Głupia jesteś..
-Znam się . Zobaczysz jak wyjdzie.. Dziewczyna tkwiąca w toksycznym związku, nagle pojawia się wybawiciel i ja ratuje z opresji.. I niby jak ma się to skończyć?
-Wiesz..Chyba szybko nie zaufam kolesiom.
-Ok,ok.  Rozumiem.-zakończyła- Dobra, będę spadać. Mam misję do wykonania, niecierpiącą zwłoki.-znów uśmiechnęła się i puściła oczko.
-Tak. Nie zwlekaj i informuj na bieżąco.
Pożegnałyśmy się. I zostałam sama. Rozmowa z Emi dała mi do myślenia. Adam pewnie chciał mi wmówić swoja wersję zdarzeń, dlatego tak dziwnie się zachowywał wczoraj. Brakowało mi tylko jednego, co się stało z tamtym chłopakiem?